polska-gra-o-tron-wagi-ciezkiej

Polska gra o tron wagi ciężkiej

Waga ciężka to nabardziej popularna i zarazem najbardziej dochodowa kategoria wagowa w boksie zawodowym. Z tego też powodu cieszy się największym zainteresowaniem oraz prestiżem. Nie bez przyczyny nazywana jest królewską dywizją. Nawet sportowi laicy rozpoznają nazwiska czempionów tej kategorii.

W Polsce popularna stała się za pośrednictwem legendarnego Andrzeja Gołoty. To właśnie Endriu jako pierwszy polak próbował spełnić swój amerykański sen, zdobywając upragniony pas mistrza świata wagi ciężkiej.

Gra-Gołota-Lewis
Foto: Wikipedia

Wszystko zaczęło się w 1997 r., dokładnie czwartego października. Andrzej Gołota jako pierwszy z polaków stanął do walki o zawodowy tytuł mistrza świata federacji WBC. Jego przeciwnikiem w tym pojedynku był znakomity Lennox Lewis. Niestety nasz polski challenger przegrał walkę już w pierwszej rundzie. Przyczyn tej porażki możemy tylko domniemywać.

 

 

gra-bowe-gołota
Foto: Wikipedia

Andrzej zyskał popularność dzięki dwóm przegranym pojedynkom z Riddickiem Bowe. Okoliczności tych porażek były dość kontrowersyjne. Naszego rodaka dwukrotnie zdyskwalifikowano po ciosach poniżej pasa, chociaż do momentu przerwania walki, Andrzej w obu walkach prowadził na kartach punktowych. Epickie pojedynki z Riddickiem Bowe nie bez powodu przeszły do historii. Niestety nie obyło się bez konwekwencji. Obie te ringowe wojny prawdopodobnie negatywnie odbiły się na psychice Endriu. Zabrakło walki na przetarcie, co mogło dodatkowo wpłynąć na postawę Andrzeja. Nigdy nie dowiemy się jednak, co tak naprawdę zawiniło.

 

gra-byrd-gołota
Foto: MoviePosterShop

Na kolejną szansę trzeba było poczekać kolejnych parę ładnych lat. Andrzej otrzymał ją siedemnastego kwietnia 2004 r., kiedy to w Madison Square Garden w Nowym Jorku stanął naprzeciw Chrisa Byrda. Pojedynek, którego stawką był pas IBF zakończył się remisem.
Była to najlepsza walka w wykonaniu Gołoty. Przeboksował pełen dystans a wynik walki śmiało mógł pójść w każdą stronę. Wielu ekspertów w dziedzinie boksu zawodowego twierdzi, że to dłoń Andrzeja powinna powędrować w górę. Cokolwiek by jednak o tej walce nie powiedzieć, to trzeba przyznać, że Gołota był najbliżej zdobycia tytułu mistrza świata. Nikt wcześniej nie był tak blisko zdobycia upragnionego trofeum.

W tym samym roku trzynastego listopada 2004 r. Andrzej dostał swoją trzecią szanse na zdobycie tytułu. Stawką był pas WBA a przeciwniekiem John Ruiz. Walka była trudna dla obu zawodników, a pojedynek pełen nieczystych zagrań z obu stron. Mimo wszystko to Gołota zadawał więcej czystych i wyrazistych ciosów po których Ruiz lądował na deskach. Wynik tego starcia, to chyba jeden z największych przekrętów w boksie zawodowym – o ile remis był do przyjęcia, to przegrana Gołoty okazała się najbardziej spektakularnym oszustwem.

gra-brewster-gołota
Foto: AWorldOfBoxing

Swoją czwartą, i zarazem ostatnią, szansę zdobycia tytułu mistrza świata Gołota otrzymał w maju 2005 r. z Lamonem Brestwerem. Na szali leżał pas WBO. Niestety walka miała podobny przebieg do tej stoczonej kilka lat wcześniej z Lennoxem Lewisem. Andrzej przegrał już w pierwszej rundzie – zawsze miał problemy z „powolnym” wchodzeniem na obroty. Taktyka jakiej użył Lennox Lewis, a potem Lamon Brestwer, okazywała się skuteczną bronią na naszego rodaka.

Mimo wszystko możemy śmiało powiedzieć, że Andrzej Gołota to dwukrotny niekorowany mistrz świata w boksie. Pomimo krzywdzących sędziowskich decyzji, to właśnie on był najbliższy zdobycia mistrza świata. Niestety zabrakło tylko korony.

 

gra-klitschko-sosnowski
Foto: AWorldOfBoxing

Kolejnym pretendetem w historii Polskiego boksu zawodowego był Albert Sosnowski. W maju 2010 r.

zmierzył się z ówczesnym królem wagi ciężkiej Witalijem Kliczko. Pojedynek już nie posiadał tak emocjonalnego ładunku jak walki Gołoty, ponieważ wynik w tym starciu był łatwy do przewidzenia.

Sosnowski stanął na wysokości zadania i robił co mógł aby wygrać to starcie. Niestety okazało się to niewystarczające. Walka skończyła się przed czasem i poraz kolejny mogliśmy obejść się smakiem.

Pomimo świetnej postawy popularnego Dragona w ringu, większym echem odbiły się sensacyjne doniesienia z narożnika Kliczko. Ponoć podczas przerwy między rundami jeden ze szkoleniowców Witalija Kliczki, powiedział „kończymy”. Zaraz po tym Dragon został skończony przed czasem. Rozbudziło to wiele spekulacji na temat całokształtu walki z Dragonem.

Ponoć Kliczko specjalnie „holował” Alberta ze wzgldów marketingowych. Sztuczne podtrzymywanie walki miało sprawić możliwość „wybrzmienia” bloków reklamowych sponsorów. Jednak to wszystko pozostaje w sferze domysłów i spekulacji. Prawdopodobnie już nigdy nie dowiemy się ile było w tym prawdy i czy w ogóle taki fakt miał miejsce.

gra-klitschko-adamek
Foto: Wikipedia

Następnym polakiem, który spróbował sięgnąć po pas został Tomasz Adamek. We wrześniu 2011 r. zmierzył się z Witalijem Kliczko. Nadzieje pokładane w Polaku były bardzo wysokie. Góral epatował pewnością siebie, zarażając tym wszystkich kibiców. Od czasów Gołoty był to pierwszy pojedynek, w którym kibice realnie pokładali nadzieje na zdobycie tytułu mistrza świata.

Głośne zapowiedzi Tomasza o wygranej nad Witalijem, niestety nie przełożyły się na walkę w ringu. Starcie skończyło się przegraną przez TKO. Po tym pojedynku polacy z pewnością zrozumieli, że droga po pas jest mocno kręta i wyboista, i prędko nie znajdzie się „ktoś” kto choćby w jakimś stopniu zbliżył się do umiejętności Gołoty.

gra-klitschko-wach
Foto: Riddum

W listopadzie 2012 r. możliwość zmiany nastrojów wśród Polskich kibiców dostał Mariusz Wach.

 

Polski Wiking zawalczył z bratem Witalija Kliczko, Wladimirem. W stawce znalazły się pasy takich federacji jak WBA, IBF, WBO. Mariusz jest zawodnikiem o bardzo dobrych predyspozycjach w wadze ciężkiej. Wzrost, zasięg ramion czy też stalowa szczęka, stanowiły mocne atuty przeciwko Wladimirowi Kliczce. Niestety reszta rzemiosła bokserskiego prezentowała się o kilka klas gorzej niż w przypadku Ukraińca.

Pomimo potężnej deklasacji na polaku, Mariusz Wach miał swój moment w końcówce piątej rundy. Niestety, podobnie jak i w przypadku swoich poprzedników walka skończyła się przegraną. Chociaż wielu ekspertów uważało to i tak za sukces, że jako jeden z niewielu zawodników przetrwał pełen dystans. Marne pocieszenie, które kosztowało wiele zdrowia naszego rodaka. Wach poprzez swoją dziurawą obronę przyjął ogromną ilość ciosów, które w przyszłości mogą wpłynąć na jego zdrowie.

W maju 2013 r. walkę o pas federacji WBA stoczył Andrzej Wawrzyk. Właściwie jest to mylące, bo pojedynek odbył się o tzw. wicemistrzostwo, ponieważ prawowitym władcom pasa WBA był wtedy Wladimir Kliczko. WBA „zwykłe”, którego posiadaczem był Aleksander Powietkin to po prostu „wicemistrz” – posiadacz „regularnego” pasa. Chociaż władze federacji usankcjonowały tę walkę jako mistrzowską, to tak naprawdę nie można nazwać tego pojedynkiem z super championem tej federacji. Niestety wynika to z wewnętrznej polityki tejże organizacji, ale skoro uznawana jest za walkę o pas to postanowiliśmy o niej napisać.

Andrzej Wawrzyk w starciu z Aleksandrem Powietkinem mocno się skompromitował. Dla polaka było to jak zderzenie malucha z radzieckim czołgiem. Stosunek umiejętności rywali Wawrzyka, z którymi dotychczas walczył, i Saszy był dla niego szokiem. Aleksander nie dał szans naszemu rodakowi i skończył go przed czasem, pozostawiając niesmak i gorycz porażki wśród polskich kibiców.

gra-wilder-szpilka
Foto: Pecetowicz

Szesnastego stycznia 2016 r. nasz kontrowersyjny pięściarz Artur Szpilka dostał swoją szansę. Nasz „najlepszy” ciężki, świeża krew polskiego boksu zawodowego, otrzymał możliwość walki o pas WBC z Deontay’em Wilderem. Mocno ambitny i charakterny pięściarz z Polski w Barclays Center w Nowym Jorku, próbował odebrać pas atletycznemu czarnoskóremu piściarzowi z Alabamy.

Szpilka prezentował się całkiem dobrze i w niektórych momentach wyglądał jakby miał przewagę nad mistrzem, walka skończyła się jednak nokautem na naszym rodaku. Póki co popularny „Szpila” to jeden z najbardziej poukładanych zawodników jeżeli chodzi o bokserskie umiejętności, niestety jego słabością są warunki fizyczne, które przy dzisiejszym kształcie wagi ciężkiej mogą mu mocno utrudnić zdobycie wymarzonego pasa.

Niebawem, bo już 25 lutego 2017 r., Andrzej Wawrzyk stanie do jednego z najważniejszych wyzwań w całej swojej dotychczasowej zawodowej karierze. Zawalczy on z Deontay Wilderem o najbardzej prestiżowy pas federacji WBC wagi ciężkiej. Jeżeli nawet jego szanse są iluzoryczne, to należy mieć nadzieję na wygraną naszego rodaka. Boks zawodowy jest sportem, w którym chwila nieuwagi lub brak koncentracji może skutkować przegraną. Na ten moment wydaje się to niemożliwe, ale takie przypadki się zdarzały. O tym, jak kolejny Andrzej poradzi sobie w mistrzowskiej walce, dowiemy się już niebawem.

Źródło: Własne

Foto: MasisBoxingBelts