Zimnoch vs Szpilka. Czyli walka o utrzymanie się w III lidze

Zimnoch vs Szpilka. Czyli walka o utrzymanie się w III lidze

Już niebawem możliwe, że dojdzie do pojedynku Krzysztofa Zimnocha z Arturem Szpilką.

Pomysł nie jest nowy. Nasi zawodnicy po raz pierwszy mieli się spotkać już w 2013 roku. Wtedy na pojedynek nie zgodził się sztab szkoleniowy Artura, twierdząc, że Szpilka jest świeżo po ciężkiej walce z Mollo. Pojedynek został odwołany.

Dla polskich fanów walka Szpilki z Zimnochem niesie ze sobą duży ładunek emocjonalny. Jeszcze w 2013 roku moglibyśmy mówić również o wartości sportowej, jednak teraz gdy obaj panowie są po nieoczekiwanych porażkach to można stwierdzić, że jej prestiż mocno podupadł.

Sztuki walki w tym boks, to nie tylko czysto sportowe pojedynki. Jak pokazuje historia ważnym aspektem są też emocje.

Pojedynki w których występuje nienawiść, autentyczna niechęć oraz złość to podstawa dobrego show. Ludzie uwielbiają gdy jest coś negatywnego pomiędzy zawodnikami.
Takim właśnie pojedynkiem będzie walka naszych ciężkich.

Artur Szpilka to pięściarz, który kreowany był na przyszłość polskiej wagi ciężkiej. Zawodnik któremu wmówiono, że jest talentem pierwszej wody. Podsycanie tych opowieści sprawiło, że sam Artur uwierzył w to, że świat bokserski leży u jego stóp.

Wyjazd do Ameryki, zmiana trenera oraz głośne zapowiedzi sprawiły, że kibice dali wiarę w to, że narodziła się nadzieja polskiej wagi ciężkiej.

Niestety Amerykański sen szybko się skończył. Jak się okazało w Stanach nie był „rodzynkiem” a jednym z wielu.

Przegrana przez ciężki nokaut z Wilderem oraz późniejsza porażka z Adamem Kownackim potwierdziły obawy niektórych kibiców, że sława Artura mocno wyprzedza jego umiejętności.
Krzysztof Zimnoch to zawodnik, który powoli deptał po piętach Artura Szpilki. Od 2013 roku ich kariery się rozeszły i wydawało się jasne, że Szpilka umiejętnościami i stoczonymi pojedynkami wyprzedził Zimnocha.

W pewnym okresie kariera Krzysztofa przyśpieszyła. Wyhamowała ją dopiero walka z Mike’m Mollo, który już w pierwszej rundzie znokautował Zimnocha.

Uznano wtedy, że był to wypadek przy pracy. Udowodnił to w rewanżu wygrywając przed czasem niecały rok później.

Niestety i tak pozostał niesmak. Mike Mollo to bokser, który już dawno miał swoje najlepsze czasy za sobą to jeszcze żeby było zabawniej, boks traktował jako dodatkowe zajęcie do podreperowania domowego budżetu.

Przegrana walka naszego czołowego zawodnika z wypalonym Mollo dała kibicom do myślenia. Jednak udany rewanż szybko zamknął ten temat.
Kiedy wydawało się, że o to na naszych oczach wyrasta nam nowa nadzieja wagi ciężkiej, w Radomiu w walce wieczoru, nadzieję tą brutalnie zweryfikował Joey’a Abell nokautując Zimnocha już w trzeciej rundzie.

To wszystko sprawia, że obaj pięściarze są na równi pochyłej. Lata budowanej kariery zostały szybko zaprzepaszczone. Tym samym nasza królewska dywizja w krótkim czasie przestała po prostu istnieć.

Walka, która niebawem ma się odbyć nie będzie już pojedynkiem o miano mistrza. Wygląda na to, że w stawce będzie utrzymanie się w trzeciej lidze. Polscy promotorzy już nie mają siły holować dwóch przeciętnych zawodników i z tej dwójki będzie trzeba wyłonić jednego, którego będzie jeszcze sens promować.

Smaczku tej całej historii dodaje fakt, że obaj panowie delikatnie mówiąc, nie pałają do siebie sympatią. To właśnie sprawia, że starcie będzie jednym z hitowych pojedynków. Nie bez znaczenia jest również sama relacja obu panów. Szczera nienawiść to podstawa sukcesu. Walka o być lub nie być w polskiej trzeciej lidze. Przykre ale prawdziwe.

Źródło: redakcja

Foto: polsatsport.pl